Ach. Ta moja miłość do komputerów:)
Zdenerwowany tym, że kuzyn mnie wyciągnął z haty Do siebie jakieś 10 km od mojego przytulnego domku, zabrałem oprogramowanie i sprzęt do nasłuchu i wio na tyniec
Myśląc, że nici z pobytu na necie klołem pod nosem
a niech to szlak trafi!
Po jadło się truskaweczek, pożeczek, i innych tego typu bajerów i odrazu do kuzyna z wiadomą prośbą ( ach jak ja kocham pendrive :)).
Czem prędzej odpaliłem nvda, tt (Klaanga też nie zabrakło
)Sprawdziłem, co miałem sprawdzić i lekko zmartwiony, bo pewna osoba mi nieodpisała poszedłem na nasłuchy.
Ach iluż to tam krutkofalowców nie złapałem, cqcq, cqcq, cqcq,cqcq, cqcq, i tak w kółko
Zaciekawiła mnie jednak rozmowa o węglu w piecu, 3 krutkofalowców.
Trochę mnie to zdziwiło, bo zwykle gadają o antenach, i nie w icgh interesie jest rozprawianie o piecach węglowych
Tak dotrwałem do 3 w nocy przy odbiorniku
Następny dzień miał być w mojim mniemaniu tym gorszym, takim, jakiego niechciałem. Po nie odwzajemnionych sygnałach, czem prędzej dopadłem mirandę. W między czasie odkryłem u kuzyna jakąś lipną kamerkę internetową. Yesyesyes. Mogę gadać nma tt. Tak spędziłem 2 godziny z kolegami. Potem mała przerwa. I znów czas oczekiwania i zmartwienie, czy aby ta osoba żyje? Czy aby napewno podczas wakacyjnych wojarzy wszystko było z nią w porządku.
I nagle.
Dźwięk dostępności w mirandzie, komunikat: Marzenka dostępny. Uff. Nic jej nie jest. Po chwili byłem jeszcze bardziej zadowolony, i uspokojony, bo napisała, i mnie pociieszyła.
I znowu wruciła nadzieja. Choć mawia się, że nadzieja matką głópich. A może ja jestem głupi?
Z tym pytaniem wruciłem do mojego kochanego wrocławia.
Podsumowanie w nieco lżejszym stylu, znajdowało się przez jakiś czas w opisie.
Puki co kończę balladę. Dobrej nocy. Ps: Z pozdrowieniami dla pewnej osoby.